sobota, 21 listopada 2015

NALEWKA Z PIGWOWCA CZ. 2


Jesienna melancholia coraz zuchwalej panoszy się nam po domu. Nikt jej nie zaprasza. Sama wkrada się przez okno wraz ze zmrokiem. Każdego dnia coraz wcześniej przychodzi. Bezczelnie rozsiada się w moim ulubionym fotelu nie zważając na to, że to moje miejsce. 

Listopad zdmuchnął liście z drzew. Zniknęły wielobarwne impresje. Za oknami nie ma już złota, rudości i czerwieni. Szarość nadeszła. Krople deszczu leniwie płynąc po szybach zmywają resztki barw jesieni. Krakowski smog zagęszcza mgłę. Buro i ponuro się zrobiło.

W takie wieczory Piotr stawia na stole karafkę z grubego szkła. Jej szlifowany korek odbija światło świec, rozprasza je na ścianie. Nalewka ma złoto-miodowy kolor. Jej barwa nabrała głębi od ostatniej jesieni, aromat stał się bardziej intensywny, pełniejszy.  

- Dojrzewała dwa lata - śmieje się Piotr - nie z takimi melancholiami da sobie radę :)




Mówią, że lekarstwo musi być gorzkie by działało. 
Nieprawda :) 
To gorzkie nie jest ! Ma za to cudownie wyważony balans pomiędzy słodyczą i kwasowością.

 
Nalewka z pigwowca to doskonałe panaceum na jesienne smuteczki i melancholie. Tylko aplikujcie je sobie z należytym umiarem ;) My dwuletnią delektujemy się w jesienne wieczory, zeszłoroczna mocy i smaku nabiera ukryta w najgłębszych zakamarkach kredensu, a tegoroczna przemianom magicznym w słoju zaczęła właśnie ulegać :)

DOKŁADNĄ RECEPTURĘ ZNAJDZIECIE NA TEJ STRONIE.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz