wtorek, 24 listopada 2015

SUSHIMI - NOWY SUSHI BAR W KRAKOWIE

W SushiMi kilka dni temu ...

Taka sytuacja : Kraków, jesień, trzy kobiety i tysiące spraw do obgadania; radości i smutki, sukcesy i drobne porażki, wielkie życiowe sprawy i takie zwykłe codzienności-nudności - po prostu wszystko czym musimy się ze sobą natychmiast podzielić skoro udało nam się spotkać. Jesteśmy głodne rozmowy i głodne tak zwyczajnie po ludzku, bo dzień długi za nami, a my jak to kobiety, w ciągłym biegu i w ciągłym niedoczasie. 

Z wyborem miejscówki nie mamy problemu. Jedziemy do SushiMi. To mały bar sushi, ale taki z klimatem i co bardzo ważne z dala od ścisłego centrum gdzie pełno turystów. O zaspokojenie głodu jedzenia i głodu spokoju który jest w nas zadbał Sushi Master Jakub Antoniszak znany wielu jako "Komar".



Sushi to sztuka, ale nie tylko sztuka kulinarna.
Posiłek staje się jednocześnie pokazem. To jak udział w przedstawieniu. To kolorowe, niezwykle precyzyjnie przygotowane widowisko, które bardziej kojarzy nam się z rytuałem niż z pracą kucharza.  Wrażenia smakowe współgrają tu nie tylko z wrażeniami wizualnymi, ale angażują wszystkie nasze zmysły. W kulturze Kraju Kwitnącej Wiśni jedzenie się je, ogląda, dotyka, wącha, a nawet go słucha. To z założenie doświadczenie wielozmysłowe.



Na zdjęciu : futomaki philadelphia : łosoś, serek, sałata, awokado - klasyka gatunku

Mimo swojej pozornej prostoty, sushi jest daniem bardzo oryginalnym. Jego podstawę stanowią tradycyjnie ryż i najczęściej surowe ryby i owoce morza; wykorzystuje się w nim również warzywa, kiełki, owoce. 

Ryż Japończycy uprawiali od wieków; jako wyspiarze korzystali też z darów morza, z mnogości ryb, mięczaków, skorupiaków oraz jadalnych wodorostów. Wykorzystywali więc najbardziej  dostępne  dla siebie produkty.  To danie łączy wiec mocno człowieka z naturą.



Na zdjęciu : uromaki z krewetką w tempurze owijane wędzonym łososiem

Uwielbiam siadać w sushi barze i obserwować jak spod dłoni Shushi Mastera wychodzą kolejne dania; jak dłonie mistrza sushi z niewiarygodną dokładnością, harmonią ruchów i sumiennością błyskawicznie wyczarowują małe dzieła sztuki. To właśnie dlatego lubię siadać za barem w SushiMi i przyglądać się jak Jakub Antoniszak vel Komar pracuje. Samodzielne przygotowywanie w domu sushi wydaje mi zawsze jakimś totalnym nieporozumieniem.

 
Komar jest skupiony na pracy. 
Każdy jego ruch wydaje się być przemyślany. 
Jest w tym niesamowity spokój i ten spokój zawsze mi się magicznie udziela. 
Jest w tym wielka dbałość o mnie jako gościa. Ta pieczołowitość w przygotowywaniu każdej rolki daje mi poczucie, że ktoś o mnie w tej chwili bardzo dba. Takie poczucie jest nam wszystkim bardzo potrzebne w życiu.
Jest w tym też wielkie poszanowanie dla produktów, które wykorzystuje; dla tego bogactwa świeżych ryb, owoców morza, warzyw, ziół, kiełków i owoców, które kolejno wyciąga z magicznych pudełek i pudełeczek i rozkłada przede mną za barem szykując kolejne rolki. 
Jest w tym szacunek dla czasu ludzi, którzy odwiedzają sushi bar; ta szybkość z jaką obsługiwani są goście absolutnie mnie zadziwia.
Jest też w tym poczucie swobody którego często nam w życiu brakuje; sushi je się pałeczkami lub po prostu dłońmi; nie ma niczego niestosownego w braniu kawałków sushi w palce bez użycia pałeczek. Nie musicie wiec czuć się skrepowani jeśli nie umiecie ich sprawnie używać.


Cała ta japońska filozofia przyrządzania i podawania potraw jest dla nas Europejczyków niestety często bardzo odległa. Choć jedzenie jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy na świecie to jednak bywa, że traktujemy je czysto instrumentalnie. Jedząc zaspakajamy jedynie głód; jemy w pośpiechu nie zwracając uwagę na to co znalazło się na naszym talerzu. Dla Japończyków jedzenie to nie tylko zaspokajanie głodu, ale także rytuał oparty na wielowiekowej tradycji. Zanim skosztuje się dania należy przyglądać mu się przez chwilę ciesząc oczy pięknym widokiem.


Jakub Antoniszak to jeden z najlepszych Sushi Masterów w Polsce. I nie jest to tylko takie moje osobiste odczucie. Nie przez przypadek zakwalifikował się do ścisłego finału konkursu Global Sushi Challenge 2015, organizowanego przez Norwegian Seafood Council - Norweską Radę ds. Ryb i Owoców Morza. Może się poszczycić jedynym na świecie oficjalnie przyznawanym Certyfikatem International Sushi Skills Proficiency wydawanym przez World Sushi Skills Institute z Japonii ! 
W SushiMi Jakub "Komar" Antoniszak tworzy kuchnię autorską, łącząc japoński styl ze światowym trendem fusion.  Oprócz tradycyjnego sushi, któremu pozostaje wierny, bardzo lubi eksperymenty kulinarne i nie ucieka od swoich bieszczadzkich korzeni. Potrafi bardzo ciekawie połączyć japońską tradycje i prostotę z wyjątkowymi polskimi smakami  i przygotować np nigiri z łososia z dodatkiem syropu z młodych, bieszczadzkich pedów sosny.


Na zdjęciu : Ramen na gęsinie z miodem i anyżem podawany z makaronem gryczanym, panierowanym marynowanym jajkiem poche, grzybkami shimeji, kapustą pak choy i marynowaną w cynamonie gesina. To najbardziej nietypowy i najsmaczniejszy ramen w mieście! Gdy wpadłyśmy do SushiMi był akurat specjalnością dnia.




 Na zdjęciu : futomaki z tatarem z tuńczyka i czarną truflą w tempurze

Na zdjęciu : Futomaki philadelphia 

Na zdjęciu : uromaki z krewetką w tempurze owijane wędzonym łososiem

 

Na zdjęciach : Uramaki wegetariańskie owijane grillowaną cukinią

Na zdjęciu : uramaki owijane pikantnym, marynowanym łososiem; "gorące usta" jak mawia Komar ;)

 
 Na zdjęciach : podwędzane dragon roll owijane węgorzem unagi. Tylko w SushiMi możecie takich spróbować. Nikt w Krakowie takich nie serwuje.


Na zdjęciu : płonący deser - omlet tamago z grillowanym melonem, nitkami chilli i mango.



Komar to nie tylko wybitny Sushi Master. To też facet z Bieszczad o wielkim sercu. Kulinarny talent odziedziczył w genach. Jako kucharz swoje pierwsze kroki stawiał pod okiem ojca Krzysztofa Antoniszaka - „Kucharza Bieszczadu” - znanego gawędziarza, podróżnika, kucharza, właściciela chaty agroturystycznej - Szymkówka. Mocno współpracuje z ojcem przy organizacji cateringów, eventów i szkoleń z zakresu kuchni łemków i bojków.


Niedługo przyjdzie wam się zmierzyć z  corocznym wypełnianiem PIT-ów; wybierając dla kogo przeznaczycie 1% waszego podatku pomyślcie o małym Leosiu.


By zebrać środki niezbędne na leczenie małego Leosia był gotów nawet zjeść  marynowane szwedzkie śledzie. "I cóż , że ze Szwecji" powiecie :) Hmmm ... kto choć raz stanął "w ich zasięgu" ten wie, że to nie lada wyczyn ;)



Jakuba Antnoniszaka odwiedziłam w SushiMi z Kasią i Agą, autorkami bloga Kuchnia czarownic/ La cocina de brujas


SUSHIMI
Kraków, ul. Bronowicka 19

1 komentarz: