środa, 10 sierpnia 2016

GASTROBANDA RECENZJA KSIĄŻKI J.MILSZEWSKIEGO I K.SADKOWSKIEGO

"GASTROBANDA WSZYSTKO, CO POWINIENEŚ WIEDZIEĆ, ZANIM WYJDZIESZ COŚ ZJEŚĆ"

Tytuł brzmi bardzo obiecująco, prawda? 
Zabieramy się więc czym prędzej za czytanie zanim wybierzemy się po raz kolejny do restauracji ;)

Na fali ogólnonarodowego wzrostu zainteresowania gastronomią i mody na gotowanie podsycanej licznymi programami telewizyjnymi o tematyce kulinarnej wypłynęła niedawno książka „GASTROBANDA” autorstwa Jakuba Milszewskiego (dziennikarza,  współautora cyklu felietonów „Mucha w zupie”) i Kamila Sadkowskiego (szefa kuchni, który ma niezwykle bogate doświadczenie zawodowe w branży gastronomicznej zaczynając od kelnera, barmana, kucharza aż po dostawcę produktów;  jednego z twórców Akademii Kulinarnej Fumenti i wieloletniego współpracownika Roberta Makłowicza).

Na tę książkę napaliliśmy się jak szczerbaty na suchary. Nawet posprzeczaliśmy się które z nas przeczyta ją jako pierwsze. Miała odsłonić nam kulisy gastronomii jakich jeszcze nie znamy, pokazać prawdziwe życie za kuchennymi drzwiami, przedstawić to, co ukrywają przed nami restauratorzy. BA ! Miała nawet ujawnić tajemnice, o których do tej pory wiedziała jedynie garstka wtajemniczonych. Miała pokazywać prawdę o kuchennym biznesie zniekształconą z lekka przez takie programy jak "Kuchenne rewolucje", "Top Chef" czy "Hell's Kitchen".
Wiedzeni ciekawością weszliśmy w to jak w masło zachowując zalecany przez autorów dystans do przedstawionych na kolejnych stronach książki faktów i zdarzeń. Ale jak to mówią, im dalej w las tym więcej drzew... 
 


We wstępie autorzy informują, że wszystkie przedstawione w „Gastrobandzie” historie oparte są na faktach; nic tu nie nazmyślali i nie naciągali. Jeśli sami tego nie doświadczyli to historia była udziałem kogoś, kogo znali. Mamy dzięki tej książce poznać całą prawdę o gastronomi, tak bez ściemniania i niedopowiedzeń. Brzmi dobrze ! Szkoda tylko że autorzy nie podali przy opisie przedstawionych zdarzeń nazwisk osób biorących w nich udział czy miejsca akcji. Wtedy pokazaliby jacy z nich chojracy. A tu historie są anonimowe. Odbiera im to z lekka ważność i wiarygodność, bo w końcu wszystkim już gdzieś tam o uszy obiły się podobne opowieści. Nikt nikomu nie podpadł ujawniając je publicznie. 
Przekręty w gastronomi z lat 90-tych opisane są dość szczegółowo, ale cóż to za odwaga skoro prawna odpowiedzialność za ich popełnienie uległa już przedawnieniu. Można się więc bez konsekwencji pochwalić jakim się było cwaniakiem za młodu. O tym jak dziś obrabia się gościa restauracji Milszewski i Sadkowski piszą już niewiele i wręcz lakonicznie. Nie jest to więc dziennikarstwo śledcze. Autorom książki nie grożą też pozwy za pomówienia. 


Już sam tytuł GASTROBANDA sugeruje że nie będzie to opowieść o grzecznych chłopcach ze szkółki niedzielnej. Taki zabieg marketingowy. Zapewne działa i przyciąga czytelników jak magnez.

Codzienności-nudności tu nie znajdziecie. Nie brakuje za to historii z pogranicza ekstremum (takich jak ta o kocie podanym gościowi w restauracji zamiast królika). Tak jest przecież ciekawiej, nieprawdaż? Dla kogoś kto szuka opowieści z sensacją i skandalem w tle jest to więc zapewne książka bardzo ciekawa. Autorzy postanowili oszczędzić nam również poznania „nudnych do porzygu” przedstawicieli branży gastronomicznej (czytaj: zwykłych pracowników jakich tysiące) i skupili się jedynie na tych co ciekawszych indywiduach, których historie zawodowego i osobistego życia mogłyby zrobić na nas, czytelnikach, odpowiednio piorunujące wrażenie. Inaczej byłoby przecież nieciekawie i kto by chciał czytać o zwykłym, nudnym dniu pracy kucharza. Pytanie tylko czy z takim podejściem można porwać się na scharakteryzowanie całego środowisko, czy też pokaże się jedynie jego skrajności i opisze pracowników gastronomii jako bandę szemranych cwaniaczków, krętaczy i złodziei. Tak, pamiętamy – mieliśmy zachować dystans i zachowaliśmy, ale szczerze wątpimy czy uda się to większości czytelnikom.

Trzeba jednak przyznać, że „Gastrobandę” czyta się nieźle. Lekkości pióra pewnie niejeden pisarz autorom książki by mógł pozazdrościć.  Lekkości pióra tak, ale lekkości słowa to już niekoniecznie. „To nie jest książka dla językowych wegan. Tu się rzuca mięsem”, co ani w życiu, ani w literaturze nam zasadniczo nie przeszkadza pod warunkiem, że wulgaryzmy istotnie służą wzmocnieniu siły przekazu, a nie są jedynie niczym nieuzasadnionym przerywnikiem zdania. Rzucane w ferworze pracy wyrażają prawdziwe emocje, a tu na kartkach zdają się być głównie marketingowym pomysłem na uatrakcyjnienie książki. Niestety dość szybko w trakcie czytania oboje odnieśliśmy wrażenie, że te wszystkie "chuje i kurwy" którymi tak hojnie autorzy "Gastrobandy" rzucają nic do tekstu tak naprawdę nie wnoszą i wcale nie pomagają czytelnikowi przenieść się w świat zakamarków restauracyjnej kuchni tworząc jej niepowtarzalny klimat. To jedynie taki marketingowy chwyt. Autorzy "Gastrobandy" za ich sprawstwem mają w oczach czytelników jawić się jako tacy fajni, wyluzowani goście, tacy swojacy co z niejednego kuchennego gara już jedli. No cóż, chyba coś jednak poszło nie tak.

"GASTROBANDA" TO DOBRA "KSIĄŻKA NA LATO"
Jak na książkę, która miała nam uprzyjemnić wakacyjne popołudnie to musimy przyznać, że spełniła swoje zadanie całkiem dobrze, choć fragmentarycznie poczucie humoru jej autorów najwyższego lotu nie było. Lektura okazała się chwilami bardziej rubaszna niż zabawna. Cóż, to taki styl:  przejedzmy się czołgiem po wszystkich wkoło, z czytelnikiem włącznie, to się książka lepiej sprzeda, a jeśli czytelnik śmiałby mieć jakieś uwagi czy wątpliwości co do trafności czy stosowności niektórych porównań autorów to znaczy że „ma wyobraźnię na poziomie filcowego kapcia” i należy mu to wytknąć by nie śmiał więcej mieć jakiegoś ale. Generalnie więc, jeśli drogi czytelniku lubisz być traktowany z góry lub radość sprawia ci gdy kogoś się ośmiesza to ta książka z pewnością ci się spodoba. 

Choć Jakub Milszewski i Kamil Sadkowski udzielają nam wielu wskazówek i rad na temat tego jak należy zachować się w restauracji i w trakcie bliższej lub dalszej interakcji z kelnerem czy barmanem to jednak nie jest to drogi czytelniku poradnik savoir-vivre'u i tak go przypadkiem nie traktuj. 

Poradnik to też nie jest. Ktoś, kto chce otworzyć swoją restaurację nie dowie się z tej książki jak rozkręcić biznes. Dowie się za to dlaczego lepiej by o swych marzeniach zapomniał, co trzeba przyznać może okazać się cenną radą dla napaleńców, którzy najpierw działają pod wpływem impulsu, a dopiero później myślą o tym w co się właśnie wpakowali.
Jako wyraz szacunku dla ludzi na co dzień ciężko pracujących w gastroświecie napisana jest dość pokrętnie co zapewne jest jej największym atutem.


Do kogo skierowana jest ta książka? 
To jest dobre pytanie. Czytając ją odnieśliśmy wrażenie że napisana jest dla wszystkich i dla nikogo zarazem. Nie ma w niej prawd objawionych, nie ma informacji, które nas zaskoczyły. Książka uporządkuje ci już posiadaną wiedzę o gastronomi. Jeśli tego właśnie potrzebujesz, to okaże się przydatna. No bo cóż, każdy zdaje sobie sprawę jaką drogę musi przebyć produkt zanim stanie się gotowym daniem i trafi na nasz stolik w restauracji (przecież z Księżyca nie spada) i że w ramach zadośćuczynienia za nasze chamstwo i ignorancję kelner może nam napluć do zupy i z udawaną uprzejmością podstawić ją nam potem pod nos. Owszem, możemy trafić na takiego kelnera. Ale żadna to reguła i nie ma co generalizować. Nie każdy kucharz ćpa by poradzić sobie ze stresem i tempem pracy i nie każdy kto stanie na zmywaku to pijak i degenerat. Nie powinieneś wiec drogi czytelniku tracić poczucia własnej wartości jeśli przyszło ci w życiu zmywać gary w restauracyjnej kuchni.

Ta książka to kompendium wiedzy ogólnej o branży gastronomicznej będące w posiadaniu przeciętnego Kowalskiego obdarzonego minimum wyobraźni i zdolności do logicznego myślenia.  Dla osób chcących wejść w gastro biznes nie będzie to jednak poradnik. Za mało w nim konkretnych informacji i praktycznych rad. Więcej tu za to prześmiewczych opowieści i anegdot o zdarzeniach i faktach wyjętych spod prawa. Ludzie z branży przedstawione historie i anegdoty słyszeli już wszystkie dawno temu, co wcale nie oznacza, że chcą być z nimi utożsamiani. Z kolei zaciekawieni tematem laicy jeśli nie podejdą do książki z zalecanym przez autorów dystansem i będą szukali w niej prawdziwego obrazu ludzi pracujących w tym biznesie niekoniecznie wyrobią sobie o nich właściwe zdanie. 

Na okładce książki czytamy, że „Gastrobanda” rozprawia się z kuchennymi mitami. My czytając tę książkę mieliśmy niejednokrotnie wrażenie że raczej sama je tworzy. 

GASTROBANDA. WSZYSTKO CO POWINIENEŚ WIEDZIEĆ ZANIM WYJDZIESZ COŚ ZJEŚĆ.

Tytuł: Gastrobanda. Wszystko, co powinieneś wiedzieć zanim wyjdziesz coś zjeść

Autorzy: Jakub Milszewski, Kamil Sadkowski

Ilość stron: 304
Wydawca: Smak Słowa / Agora
Rok wydania: 2016
 

2 komentarze: